napisz do mnie:

puzzlezpiasku@gmail.com

Oto niektóre z komentarzy pierwszych czytelników:

Książkę czyta się świetnie, jednym tchem! Jej konstrukcja przypomina misternie tkany perski dywan – kiedy patrzy się z bliska to jest to dość swobodna plątanina nitki i osnowy, ale z odległości (po pewnej refleksji) układa się w piękny wzór”.

Świetnie udało Ci się stworzyć atmosferę uniwersalnego człowieczeństwa, gdzie wszyscy ludzie dzielą tę samą niepewność – po co tu jesteśmy, jak powinniśmy żyć aby być szczęśliwi i dumni ze swojego życia”.

Podczas czytania straciłam kontakt z rzeczywistością. Nie mówię już o tym, że bardzo często płakałam jak dziecko. Najcudowniejsze jest jednak to, że nagle czułam nadzieję, wbrew wszystkiemu”.

Książki, które uważam za warte przeczytania to m.in. takie, które pozwalają mi spojrzeć na różne rzeczy z innej perspektywy, nabrać dystansu do własnego życia. Twoja spełnia te kryteria”.

poniedziałek, 31 maja 2010

Tajemnicze M.



Co sprawia, że „Puzzle z piasku” są tak niezwykłą powieścią?
Dwa dni temu przedstawił nam się już główny bohater. To właśnie on, Wojciech: skupiony na sobie, a jednocześnie zagubiony (żeby nie powiedzieć: rozlazły) czterdziestodwuletni mężczyzna jest osią powieści. Chwilami jest irytujący ze swoimi dylematami i wiecznymi wątpliwościami. Chwilami przynudza, rozczulając się nad sobą. Na szczęście dla niego, i dla nas jako czytelników, co krok staje w obliczu osobliwych wyzwań. Wytrącają go one z fałszywej równowagi. Nam natomiast dostarczają okazji do zwiedzania egzotycznych miejsc i śledzenia przygód przyprawiających o zawrót głowy.
Bez wątpienia miejscami najciekawszymi i najważniejszymi dla przemiany Wojciecha, oraz dla samej powieści, są klasztor w M. oraz Pustynia Syryjska.

Co takiego wyjątkowego jest w klasztorze M.?
Dla przypadkowego, niewtajemniczonego turysty wydaje się zaledwie stertą starych ruin na granicy pustyni i gór. Z perspektywy drogi nic nie zachęca do odwiedzenie tych szaro-piaskowych murów, szczególnie gdy trzeba się wspiąć na trzysta czterdzieści trzy stopnie schodów, żeby przekroczyć klasztorną bramę.
Kiedy jednak podejmie się ten wysiłek, zaskoczeniom nie ma końca. Jak powie Wojciech: „W M. nic nie było tak, jak sobie wyobrażałem. Miejsce owszem, było bardzo stare, a mury częściowo obrócone w ruinę. Jednak część z nich została w ostatnich latach odbudowana. Okazało się, że był to aktywnie funkcjonujący klasztor katolicki. A co najbardziej zadziwiające, po M. kręciło się sporo ludzi. I to nie tylko zakonników”.

W ciągu kilku dni pobytu w M. Wojciech pozna ludzi wielu narodowości i ras, którzy poddadzą w wątpliwość jego wcześniejsze wyobrażenia w wielu kwestiach. Co najważniejsze jednak, zmuszony będzie skonfrontować się ze swoim wyobrażeniem o sobie samym.
Zakonnicy w skromnych szarych habitach, modlący się w języku aramejskim i przestrzegający rytuałów niezmienionych prawdopodobnie od czasów Chrystusa, okażą się zaskakująco ludzcy ze swoimi pasjami, zainteresowaniami i słabostkami. Wojciech pozna klasztor od kuchni (dosłownie!), zostanie „wrobiony” w wyczerpującą pracę na budowie, aż w końcu trafi do tajemnej biblioteki klasztornej, skrywającej jedne z najważniejszych skarbów bibliotecznych ludzkości. No i oczywiście wszystkie te doświadczenia odcisną na nim silne piętno.
Ale o swoich wrażeniach z M. Wojciech opowie w następnym odcinku.

1 komentarz:

  1. W odpowiedzi na pytanie z poprzedniego postu (przypuszczam, że miało być tutaj) - M. tak naprawdę nie istnieje... chociaż istnieje... w pewien sposób. Znowu komplikuję? Ok, spróbuję wprost - pisząc, inspirowałem się pewnym, istniejącym naprawdę, klasztorem - jednak dość swobodnie, więc M. odbiega znacznie od swojego pierwowzoru. Jak to w powieści ;-)

    OdpowiedzUsuń