
Pobyt Wojciecha, głównego bohatera 'Puzzli z piasku', w Syrii to nie tylko zgłębianie tajemnic M. oraz mistyczne chwile na pustyni. W ciągu dwóch tygodni udało mu się także dwukrotnie odwiedzić Damaszek, jedno z najbardziej niezwykłych miast Bliskiego Wschodu. A tam, w trakcie zwiedzania Souq Medhat Pashy, słynnego miejscowego targu, całkiem niespodziewanie... A zresztą posłuchajcie sami:
Nie zatrzymując się jednak przy stoiskach z jedzeniem, posuwaliśmy się dalej. Przeciskaliśmy się między grupkami miejscowych i turystów, pochłoniętych podziwianiem i targowaniem się ze sprzedawcami. Z rozbawieniem obserwowałem fascynujące spektakle, które dokonywały się co kilka metrów jak rytualne misteria - odrzucanie kolejnych ofert, odgrywanie obrażania się, odchodzenie, powracanie i tak dalej. Wszystko to przy wtórze rozemocjonowanych głosów i intensywnej gestykulacji.
W pewnym momencie przez otaczający nas zgiełk do moich uszu dotarła orientalna muzyka, która stawała się coraz wyraźniejsza i coraz głośniejsza. Mimo intensywności dźwięków, zdałem sobie sprawę, że były to głównie bębny, uzupełnione monotonnymi nutami wygrywanymi na czymś, co brzmiało jak flet. Zaciekawiony, zajrzałem do sali sąsiadującej z główną halą targową. Pod ścianą niewielkiego pomieszczenia siedzieli muzycy, grający z zamkniętymi oczami. Na środku wirowała grupka postaci z rękoma uniesionymi do góry. Stanąłem, zaskoczony. Nigdy nie widziałem niczego podobnego. Tańczący ubrani byli w długie, białe szaty, które rozkładały się przy wirowym ruchu jak klosze. Kręcili się tak szybko, że dopiero po dłuższej chwili uświadomiłem sobie, iż byli to wyłącznie mężczyźni.
- Niesamowite - szepnąłem do towarzyszącego mi zakonnika. - Co to jest?
- To Tańczący Derwisze.
- Tutaj tak się tańczy?
- Niezupełnie. To nie są zwyczajni ludzie. To grupa religijna, niektórzy twierdzą nawet, że to zakon. Dawniej było to bractwo wędrownych, żebrzących mnichów. Teraz chyba bardziej atrakcja turystyczna. Niewiele jednak wiem na ten temat i mogę się mylić.
- Niesamowite! – powtórzyłem, poruszony siłą i dynamiką ich muzyki i tańca. – Jak oni mogą tak wirować. Że też nie zakręci im się w głowach!
Wydaje mi się, że są w czymś w rodzaju mistycznego transu i chyba nie do końca podlegają ziemskim prawom w zakresie zawrotów głowy.
Brat Anselmo zachichotał, jakby powiedział coś niezwykle zabawnego. Nie mogłem oderwać wzroku od wirujących postaci. Całe pomieszczenie zdawało się pulsować rytmem ich tańca.
- Musimy iść! – Zakonnik ciągnął mnie za koszulę. – Spóźnimy się na spotkanie z Władysławem.
Niechętnie poszedłem za nim. Gdy oddalaliśmy się i dźwięki muzyki ponownie ginęły w zalewającym nas zgiełku, czułem się, jakbym wracał z innego świata i wcale nie miałem ochoty na powrót.

Chyba pora udać się w podróż i doświadczyć opisanej atmosfery.To może byc coś....
OdpowiedzUsuń