napisz do mnie:

puzzlezpiasku@gmail.com

Oto niektóre z komentarzy pierwszych czytelników:

Książkę czyta się świetnie, jednym tchem! Jej konstrukcja przypomina misternie tkany perski dywan – kiedy patrzy się z bliska to jest to dość swobodna plątanina nitki i osnowy, ale z odległości (po pewnej refleksji) układa się w piękny wzór”.

Świetnie udało Ci się stworzyć atmosferę uniwersalnego człowieczeństwa, gdzie wszyscy ludzie dzielą tę samą niepewność – po co tu jesteśmy, jak powinniśmy żyć aby być szczęśliwi i dumni ze swojego życia”.

Podczas czytania straciłam kontakt z rzeczywistością. Nie mówię już o tym, że bardzo często płakałam jak dziecko. Najcudowniejsze jest jednak to, że nagle czułam nadzieję, wbrew wszystkiemu”.

Książki, które uważam za warte przeczytania to m.in. takie, które pozwalają mi spojrzeć na różne rzeczy z innej perspektywy, nabrać dystansu do własnego życia. Twoja spełnia te kryteria”.

sobota, 5 czerwca 2010

PUSTYNIA W ROLI GŁÓWNEJ


Przywołany poprzednio epizod z pustynnym piaskiem, niesionym przez wiatr, w tle zadecydował o pozostaniu Wojciecha w M. dłużej niż planował. A kto jak kto, ale on nie lubił zmieniać planów. Wygląda więc na to, że pustynny piasek wdarł się do jego wnętrza i doprowadził do zatarcia, funkcjonujących wcześniej bezbłędnie, skomplikowanych mechanizmów zaprzeczeń.
I tak się zaczęła długa droga, która doprowadzi Wojciecha ostatecznie do całkowitej przemiany. Ale do tego jeszcze daleko... bardzo daleko.

W następnych wpisach postaram się streścić najważniejsze momenty dwóch tygodni spędzonych w odludnym klasztorze. Dzisiaj jednak przeskoczmy od razu do kolejnego epizodu, dla którego pustynia stanowi scenografię, a może nawet jest jego głównym bohaterem. To jeden z moich ulubionych i jeden z najważniejszych, a może nawet najważniejszy, fragment powieści:


Nie wiem, jak długo siedziałem oparty o pień drzewa. Jastrzębie wróciły z polowania i karmiły młode w gnieździe, wysoko nad moją głową. W tym samym czasie szczęśliwy mały chłopiec, którym byłem trzydzieści kilka lat temu, przeżywał cudowne chwile pierwszych fascynacji światem, pod czułą opieką kochających rodziców.
Zaraz potem przyszedł pierwszy cios. Śmierć ojca była brutalnym zderzeniem z życiem. Mimo, że świat małego Wojtusia stopniowo odzyskiwał równowagę, pustka pozostała. Pustka po utraconym ojcu, utraconej niewinności i zagubionym Bogu.
Wojtek – nastolatek starał się, jak tylko mógł. Pomagał w domu, aby ulżyć mamie, pracującej ponad siły. Sprzątał, zmywał, robił zakupy i uczył się więcej i lepiej niż koledzy. Lubił naukę, lubił zaszyć się w domu z książkami i oderwać od rzeczywistości. Jedyną rozrywką, na którą sobie pozwalał, była jego ukochana muzyka. Coraz bardziej zamykał się w swoim świecie, coraz rzadziej wybiegał do kolegów na podwórko, coraz mniej miał z nimi wspólnych tematów. Rok za rokiem zapracowywał na opinię odludka i niegroźnego dziwaka.

Obserwowałem kolejne lata Wojciecha, przemykające klatka po klatce, jak na przyspieszonym filmie i łzy ciekły mi po policzkach. Było mi go żal, a jednocześnie wstydziłem się, gdy obserwowałem jego pierwsze nieudolne randki z dziewczynami ze studiów. Litość i zażenowanie ściskały mi żołądek, gdy doktor Wojciech swoim błyskotliwym intelektem pokrywał bezradność i pustkę w swoim życiu, a potem wracał do pustego domu i uciekał w swoje dziwactwa, lub znajdował pociechę u mamy - jedynej osoby, która zawsze go rozumiała i bezwarunkowo uwielbiała.
W mojej głowie wzbierał krzyk: dlaczego? Czym sobie na to zasłużyłem? Co zrobiłem nie tak? Czy mam jeszcze szansę, żeby coś zmienić, żeby być szczęśliwym?
Kolejne lata, od wczesnego dzieciństwa, do chwili obecnej, jak na karuzeli przemykały przed moimi oczami znowu i znowu, ujawniając coraz to nowe szczegóły, o których dawno nie pamiętałem, albo których nigdy nie byłem świadomy.
Od północy powiał lekki wiatr i przywołał mnie do rzeczywistości. Nad moją głową hałasowały jastrzębie. Wyobrażałem sobie, jak karmią zgłodniałe młode, a potem otulają je swoimi wielkimi skrzydłami, chroniąc przed narastającym upałem.
Poczułem nieodpartą potrzebą utulenia dziecka, którego historia przewijała się przed moimi oczami. Wstałem więc i uściskałem małego Wojtusia z czułością.
„Chcę, żebyś wiedział, że nie jesteś sam. Zawsze będę z tobą, nie musisz się bać i nie musisz już być taki dzielny! Możesz normalnie żyć!” – wyszeptałem mu do ucha.
Czułem jak drży w moich ramionach i jak szloch powoli przebija się przez skorupę jego ciała. Łzy, na które nigdy wcześniej sobie nie pozwalał, zmywały jego samotność i bezradność, wsiąkając jedna za drugą w moją koszulę. Staliśmy, przytuleni do siebie, przez dłuższą chwilę, aż całkiem się uspokoił. Dopiero wtedy odsunąłem go od siebie i spojrzałem z rozczuleniem w smutne, niebieskie oczy.
Nie otwierał ust, a jednak słyszałem jego szept:
„Ty też pamiętaj o najważniejszym! Twoje życie ma głęboki sens, niezależnie od tego, czy jesteś w stanie w tej chwili to pojąć i zaakceptować, czy nie. Czekają cię jeszcze wydarzenia, które całkowicie wywrócą twój świat do góry nogami… Ale jedno mogę ci obiecać. Pewnego dnia będziesz tak szczęśliwy i rozkochany w życiu, że aż będzie bolało!”

Stałem jak porażony naprzeciw dziecka, wpatrującego się we mnie. Czy to możliwe? Czy naprawdę to słyszałem? Malec, jakby świadomy moich pytań, pokiwał tylko głową, zaśmiał się w głos, jakby spłatał mi figla i podskakując beztrosko, zaczął się oddalać. Od pustyni powiał wiatr, przynosząc chmurę piasku, która na moment go pochłonęła. Kiedy opadła, zauważyłem drugą postać, czekającą na małego Wojtusia w głębi pustyni. W mojej głowie dźwięczał głos brata Gabriela: „To Jego pustynia, Jego ulubione miejsce”.
Mężczyzna objął dziecko ramieniem. Przytuleni do siebie, oddalali się powoli. Zanim zniknęli za horyzontem, chłopiec jeszcze raz odwrócił się i pomachał do mnie. Kolejny powiew sypnął piachem w moją twarz a do moich uszu dotarł raz jeszcze cichy szept: „Pamiętaj!”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz