napisz do mnie:

puzzlezpiasku@gmail.com

Oto niektóre z komentarzy pierwszych czytelników:

Książkę czyta się świetnie, jednym tchem! Jej konstrukcja przypomina misternie tkany perski dywan – kiedy patrzy się z bliska to jest to dość swobodna plątanina nitki i osnowy, ale z odległości (po pewnej refleksji) układa się w piękny wzór”.

Świetnie udało Ci się stworzyć atmosferę uniwersalnego człowieczeństwa, gdzie wszyscy ludzie dzielą tę samą niepewność – po co tu jesteśmy, jak powinniśmy żyć aby być szczęśliwi i dumni ze swojego życia”.

Podczas czytania straciłam kontakt z rzeczywistością. Nie mówię już o tym, że bardzo często płakałam jak dziecko. Najcudowniejsze jest jednak to, że nagle czułam nadzieję, wbrew wszystkiemu”.

Książki, które uważam za warte przeczytania to m.in. takie, które pozwalają mi spojrzeć na różne rzeczy z innej perspektywy, nabrać dystansu do własnego życia. Twoja spełnia te kryteria”.

czwartek, 17 czerwca 2010

SPLĄTANIE JĘZYKÓW


Na pożegnanie z biblioteką w M. jeszcze tylko krótka rozmowa z bratem Guillermo, który spróbuje wyjaśnić Wojciechowi plany modernizacji klasztornego archiwum. Spróbuje to kluczowe słowo... zresztą posłuchajcie sami:

- Mam imię brat Guillermo! – przedstawił się z entuzjazmem zakonnik, który wybiegł nam na spotkanie z oszklonego boksu.
Nie było wątpliwości, że z niecierpliwością nas oczekiwał. Był chyba jeszcze starszy niż jego przełożony, równie chudy jak on, ale znacznie wyższy - mniej więcej mojego wzrostu.
- Dobrze, że jesteście! Już chciałem wejść w Internet i poszukiwać źródło na archiwum. Nie dokonałem jednak, bo nie będę wiedziałem, jak kartka. Oczekiwałem na ciebie, Wojciech, takie jest imię ty?
- No, dobrze. Skoro się już poznaliście, to zostawię was samych – stwierdził brat Anselmo.
Szepnął kilka szybkich zdań po hiszpańsku do swojego współpracownika, po czym zwrócił się do mnie.
- Brat Guillermo wszystko ci wytłumaczy. Zobaczymy się po południu!
Chciałem wołać za nim, żeby nie odchodził. Nie byłem przekonany, czy brat Guillermo będzie w stanie cokolwiek mi wytłumaczyć. Zrozumiałem, co jego szef miał wcześniej na myśli. A teraz, tak po prostu zostawił nas samych! Uśmiechnąłem się niepewnie do wysokiego zakonnika, na co odpowiedział szerokim uśmiechem, ukazując równy rząd białych zębów. „Ładna proteza” - pomyślałem.
- Siedzieliśmy tutaj - powiedział, wskazując krzesło. Sam usiadł na sąsiednim.
- Mamy komputery, mamy Internet, wszyscy nowocześni. Teraz tylko moja boli głowa, że katalog chcieli i wyrzucić wszystko w Internet. I ponad chcieli angielski.
- Chcesz zrobić katalog w Internecie?
- Nie ja, ciebie!
- Ja mam zrobić wam katalog w Internecie?
- Tak, w piękny angielski!
- Po angielsku?
- Jasność! My mieliśmy pięknie katalog, ale stary i łacina. W dużo lat wszyscy pisać nowa książka, jeden za drugi i nie porządkować. Brat Anselmo miał złość i kazał zmienili na koniec. Ja biedny taka odpowiedzialność. Bóg dobry, przyślę mi ciebie!
- To znaczy, że wszystko macie skatalogowane po łacinie i chcecie przepisać całość po angielsku?
- Przepisać i porządek. Teraz wszyscy mówią angielski, nikt łacina. Bez wyjścia.
- Ależ to jest strasznie dużo pracy! – starałem się bronić.
Przerażała mnie trochę wizja benedyktyńskiej pracy, jaka nas tu czekała. Chociaż, z drugiej strony, zawsze lubiłem takie zadania. Przypomniałem sobie, jak w dzieciństwie przepisywałem notesy ze swoimi listami przebojów tylko dlatego, że po pewnym czasie zmieniłem zdanie i zdecydowałem, że jakaś piosenka powinna być wyżej niż pierwotnie ją umieściłem.
Kusząca była perspektywa obcowania z tymi wszystkimi skarbami, ukrytymi za grubymi murami zakonu.
- Poza tym – dodałem, dla zachowania pozorów, że nie poddaję się łatwo - ja nie znam łaciny wystarczająco dobrze, żeby to wszystko tłumaczyć.
- Nie zmartwienie! Ja znam łacina doskonałość, a ty angielski. Razem pracowaliśmy zespół.
- No dobrze, spróbujemy. Jaki masz plan?
- Plan?
- No, myślałeś już chyba, w jaki sposób chcesz to zrobić!
- Brat Anselmo mówi, ty wiedziałeś jak robili taka rzecz.
- Zupełnie nie wiem, jak się do tego zabrać. Gdzie macie katalogi?
Brat Guillermo wskazał dumnie stos ksiąg na sąsiednim biurku. Niektóre były stare, miały co najmniej kilkadziesiąt lat. Inne wyglądały na całkiem nowe.
- Wszystko gotowane.
Parsknąłem, nie mogłem powstrzymać śmiechu. Wyobraziłem sobie długiego jak tyczka brata Guillermo, który w wielkim kotle gotuje księgi, mieszając je potężną chochlą.
Przejrzałem pobieżnie kilka katalogów z wierzchu. Spisane w nich były książki włączone do zbiorów w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Przy każdym tytule podany był autor, wydawnictwo, rok wydania, data włączenia do kolekcji, źródło pochodzenia, oraz krótki opis zawartości.
- Imponujący katalog – powiedziałem. – Dużo kupowaliście w ostatnich latach.
- Ogromnie. Nie tylko kupowaliście, ale dostawaliście też, jak biblioteka inni zamykać.
- Zamykać... zamykali raczej, to znaczy gdy likwidowali inne biblioteki, tak?
- No, właśnie mówiłem.
- Jest jeden słaby punkt waszego katalogu.
- Jak? – brat Anselmo wyglądał na bardzo przejętego.
- Książki nie są posegregowane tematycznie.
- Byli!
Odłożył kilka katalogów z wierzchu sterty i wyciągnął jeden ze starszych.
- Popatrz! W tej tylko książka medycyna. A w tej filozofia, a tutaj teologia. Piękna porządek byliśmy w przeszłość. Potem oni zaczęli pisać kiedy przychodzili i teraz właśnie trzeba zmiana. A więcej, dwadzieścia jeden wiek i brat Anselmo chce Internet informacja.
- Powiedz mi bracie Guillermo, gdzie mogę znaleźć brata Anselmo? Muszę go zapytać o kilka rzeczy.
- Nie mogę ja? – zapytał rozczarowany.
- Niestety! Myślę, że jednak muszę z nim sam chwilę porozmawiać.
- Przyjdź za mną, zaprowadziłem cię.

2 komentarze:

  1. Skąd my znamy takie formy gramatyczne...ha,ha...;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co wasza mówić, moja nie rozumieć...

    OdpowiedzUsuń