Książka bardzo mi się podoba. Z każdym rozdziałem wciąga coraz bardziej. Na początku nic nie zapowiadało tego, co za chwile się wydarzy. To tak jakbyś szła ulicą i spotkała znajomego. Zaczynacie rozmawiać, idziecie dalej i nagle on zadaje Ci proste zdawałoby się pytanie, którego Ty jednak w danej chwili nie pojmujesz, nie wiesz o co mu chodzi. Ale tak naprawdę chodzi przecież o to, aby się zatrzymać, przyjrzeć sobie i zastanowić, co sprawia, że nie potrafię czuć się szczęśliwa. I nauczyć się prosić o pomoc, jednocześnie mieć wiarę i ufać, że jest zawsze ktoś, kto nam pomaga nieustannie i nawet nieproszony wyciąga do nas rękę.
Ta historia może pasować do każdego, każdy może znaleźć w niej cząstkę, a czasem więcej niż cząstkę, ze swego życia, myślenia, odczuwania itp. Historia opisana w książce przypomina mi też trochę moją.
Wiem, że nie ma przypadków, tylko jeszcze nie wiem dokładnie co to za znak. A może to przypomnienie o tym, abym zawsze ufała i wierzyła. Na pewno się dowiem. Tak czy inaczej dziękuje. (I.J.)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz